Blog o Prawie

komornik

Czy komornik może zająć rzecz, która nie należy do dłużnika?

Przed kilkunastoma tygodniami media dużo uwagi poświęciły zajęciu przez komornika sprzętu rolniczego ludzi, których jedyna winą było to, że mieszkali po sąsiedzku z dłużnikiem. W tej sprawie nie podlegało dyskusji, że komornik działał bezprawnie, bo nie wolno mu prowadzić egzekucji z dowolnych przedmiotów, które wpadną mu w oko, a jedynie z tych, które należą do dłużnika.   

komornik.jpg

Sytuacja tych osób była nie do pozazdroszczenia, ale można wyobrazić sobie jeszcze gorszy scenariusz, którego bohaterem może stać się każdy, kto najmuje mieszkanie od dłużnika lub pożyczył znajomemu, przeciw któremu toczy się postępowanie, dowolną rzecz, która następnie została zajęta. Dodajmy – zgodnie z prawem.

Wyobraźmy sobie taką sytuację: do drzwi puka komornik i informuje, że zostało wszczęte postępowanie egzekucyjne wobec dłużnika – właściciela mieszkania, wobec czego dokona zajęcia znajdujących się w lokalu przedmiotów. W tej sytuacji każdy trzeźwo myślący najemca będzie próbował wytłumaczyć, że zaszła pomyłka, bo dłużnik na stałe nie przebywa w tym mieszkaniu i nie trzyma w nim swoich rzeczy, wobec czego komornik nie może nic zająć. W ferworze niespodziewanej wizyty mogą paść zarzuty o naruszeniu miru domowego przez komornika oraz próbie kradzieży oraz zapowiedź niezwłocznego złożenia skargi na czynności komornika. Komornik zareaguje tylko wyrecytowaniem przepisów, z których wynikają jego uprawnienia.

 

O sprawie przeczytacie w dzisiejszej Gazecie Wyborczej

 

I choć może się to wydawać niezrozumiałe, w opisanej powyżej sytuacji komornik nie złamie prawa. W toku tzw. czynności terenowych komornik zajmuje ruchomości (na przykład sprzęt elektroniczny, biżuterię, meble) w lokalu, który został przez wierzyciela wskazany jako miejsce zamieszkania dłużnika. Uznaje się, że wszystko, co znajduje się w mieszkaniu należącym oficjalnie do dłużnika, należy do niego, wobec czego może być zajęte w toku egzekucji. Najemca, czyli osoba, która faktycznie przebywa w mieszkaniu i trzyma w nim swoje rzeczy, może się oczywiście domagać umieszczenia w spisanym przy tej okazji protokole adnotacji, że zajęte przedmioty nie należą do dłużnika, ale takie zapewnienie, choćby  uprawdopodobnione zapewnieniami, płaczem czy krzykiem, nie stanowią dla komornika przesłanki do wyłączenia ich spod egzekucji. Przystępując do zajęcia, komornik nie bada własności rzeczy, a jedynie stwierdza, że znajduje się ona w mieszkaniu dłużnika.

Dobry zwyczaj, nie pożyczaj

Przed kilkunastoma miesiącami rodzina z Mazowsza została poproszona przez kolegę o pożyczenie samochodu. Kolega nie ukrywał, że ma długi i chce jechać do kancelarii komorniczej, by ustalić zasady spłaty. Dojechał do niej pożyczonym autem, ale wrócił już pieszo, bo komornik zajął stojący na parkingu samochód. Jeszcze tego samego dnia właściciele pojawili się w kancelarii z umową kupna samochodu (samochód nadal był zarejestrowany na firmę leasingową, ale z umowy jasno wynikało, kto jest jej stroną), lecz komornik nie wydał im samochodu. Działał zgodnie z prawem, zajął rzecz, która znajdowała się w posiadaniu dłużnika, a więc mógł uznać, że jest jego własnością.  Próba udowodnienia na tym etapie, że rzecz należy do innej osoby, jest w zasadzie skazana na niepowodzenie – nawet, jeżeli z dokumentów jednoznacznie wynika, że dłużnik nie jest właścicielem zajętych rzeczy. Pechowi pożyczający złożyli zresztą do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przez komornika przestępstwa, lecz prokuratura nie dopatrzyła się znamion przestępstwa i umorzyła postępowanie. W uzasadnieniu decyzji prokurator przypomniał, że komornik działał zgodnie z przepisami kodeksu postępowania cywilnego.

Czy osoba, której majątek został zajęty tylko dlatego, że znalazł się na chwilę w rękach dłużnika (lub był złożony w mieszkaniu należącym do dłużnika), musi się pogodzić z jego utratą? Oczywiście nie, ale musi być przygotowana na to, że odzyskanie własności rzeczy może być skomplikowane. Nieprzypadkowo mówię o własności – fizycznie rzeczy często pozostają u rzekomego dłużnika, komornik nie zabiera ich, a zajmuje, co oznacza, że nie można ich sprzedać ani w inny sposób nimi rozporządzać, znajdują się u dotychczasowego właściciela na przechowaniu. To komornik decyduje, czy pozostawić je na miejscu, czy zabrać. Jeśli chodzi o samochody, może zadecydować o umieszczeniu ich na specjalnym parkingu depozytowym.

Jak dowodzą przytoczone przykłady, proszenie komornika o zwrot rzeczy jest bezcelowe. Zainteresowany powinien, w terminie miesiąca od dnia, w którym dowiedział się o zajęciu, wnieść do sądu, w którego okręgu prowadzona jest egzekucja, powództwo przeciwegzekucyjne. To środek zaskarżenia, który przysługuje osobie, która nie jest dłużnikiem, a której prawa zostały naruszone poprzez prowadzoną egzekucję.

Część zainteresowanych chce jak najszybciej wyjaśnić sprawę i bez konsultacji z prawnikiem czy choćby przeczytania przepisów  wnosi skargę na czynności komornika – a to błąd, gdyż skarga taka jest zarezerwowana dla zupełnie innego rodzaju naruszeń. Błąd może się okazać brzemienny w skutkach, bo jeśli w terminie nie zostanie złożone powództwo przeciwegzekucyjne, zainteresowany bezpowrotnie utraci możliwość wniesienia go. Przepisy wyłączają możliwość przywrócenia terminu do wniesienia tego powództwa, jeśli więc właściciel zajętej rzeczy nie zrobi tego w porę z powodu swojej niewiedzy,  musi się pożegnać z  telewizorem, samochodem czy książkami. Pozostanie mu co najwyżej prosić wierzyciela, by ten zwolnił rzecz spod egzekucji (komornik działa na wniosek wierzyciela i jeśli ten zadecyduje o oddania konkretnej rzeczy, komornik musi się do tego zastosować), ale jest to odwoływanie się do dobrej woli wierzyciela i nie daje gwarancji powodzenia.

 

W powództwie zainteresowany musi udowodnić, że jest właścicielem rzeczy. Samo oświadczenie to mało – powinien załączyć jakiś dowód, np. umowę kupna, rachunek czy choćby wyciąg z konta potwierdzający zakup. O ile zakup laptopa czy telewizora stosunkowo łatwo udowodnić (do każdego sprzętu dołączana jest karta gwarancyjna, do której sprzedawcy z reguły dołączają paragon), to mało kto trzyma w domu rachunki za zakup drobnego AGD, książek czy biżuterii. W takiej sytuacji warto wskazać świadków, którzy potwierdzą zakup danej rzeczy przez wnioskodawcę. Świadkowie muszą być gotowi do stawienia się w sądzie.

 

Komornik nie potrzebuje zaproszenia

Zostałam niedawno zapytana przez jedną z Czytelniczek, czy komornik miał prawo wejść do mieszkania dłużnika, choć nikogo w nim nie było. Komornik mało tego, że wszedł w asyście policji, to jeszcze zajął samochód należący do osoby, która najmowała mieszkanie od dłużnika. Pani zarzuciła komornikowi najście i pogwałcenie miru domowego, ale nie miała racji. Jeśli dłużnik jest nieosiągalny, komornik ma prawo wejść do jego mieszkania w asyście policji (nie wywarza drzwi – komornikowi towarzyszy ślusarz, który wcześniej wymienia zamek), co następnie jest dokumentowane protokołem. Takie rozwiązanie wydaje się uzasadnione – wielu dłużników unika kontaktu z komornikiem, nie odpowiada na pisemne wezwania, nie otwiera drzwi. Siłowe wejście do mieszkania jest niekiedy jedynym sposobem przeprowadzenia egzekucji – nawet, jeśli dłużnik na stałe w tym, mieszkaniu nie przebywa, gdyż zostało ono wynajęte lub udostępnione bezpłatnie innej osobie.

Czy ktoś ma podobne doświadczenia?